Nie wiem, jak wy, ale ja rzadko miewam bóle głowy. Szczerze mówiąc, to 95% przypadków to jest wtedy, kiedy nagrzeszę dnia poprzedniego. Dziś mnie głowa rozbolała, ta, że nie pamiętam kiedy tak było. Myślałem, że to zatoki, bo ból na czole, trochę oczy i nasilenie przy skłonie. Pod wieczór ból przeszedł poza jednym objawem - zawrotów głowy. Było to przez cały dzień dla mnie o tyle dziwne, że szukałem co chwilę jakiejś choroby, czy innego udaru. A tak poza tym to spoko. Upały nam nie groźne. Bardzo dobrze, że jest ciepło, szkoda, że tak krótko. Z powodu tych 5-6 dni nie będę przecież zmieniać koncepcji ogrodu - lato się przecież kończy w środę...
Honestly, in 95% of cases it happens when I’ve sinned the day before. Today my headache was so bad that I honestly can’t remember the last time it was like this. I thought it might be my sinuses, because the pain was in my forehead, a bit around the eyes, and it got worse when I bent forward.
By the evening, the pain had gone away, apart from one symptom: dizziness. The whole day felt strange to me because I kept looking up some disease or another, or wondering whether it was a stroke.
Apart from that, all good. Heatwaves don’t scare us. It’s very good that it’s warm — shame it lasts so briefly. I’m not going to change the whole garden concept just because of those 5–6 days. Summer ends on Wednesday anyway...


