
Jest nas tu całkiem sporo. Rozmawiamy, komentujemy, wspieramy się nawzajem - ale czy naprawdę się znamy? Pomyślałem, że warto to zmienić.
Dlatego, jako młody adept sztuki dziennikarskiej, otwieram coś na kształt szkolnej gazetki - przestrzeń, w której będę oddawał głos członkom naszej społeczności. Zamiast mówić o kimś, lepiej pozwolić mu mówić za siebie. Stąd pomysł na serię wywiadów.
Dziś oddam głos @ladytruckview, czyli twórczyni, która chyba przebojem zdobywa Hive i Europę 40-tonowymi pojazdami, więc jeśli zobaczysz na swojej drodze TIRa uśmiechnij się, może właśnie ktoś robi ci zdjęcie na Hive.
Od razu zaznaczę, że zawaliłem ten wywiad czasowo i już widzę kilka kwestii, o które trzeba by dopytać, ale może sami zadacie naszej bohaterce interesujące Was pytania. Zachęcam i zapraszam do lektury!
Nazywam się Dorota i pochodzę z Polski. Mieszkam na południu kraju. Po kilkunastu latach pracy w biurze, zmieniłam swoje życie o sto osiemdziesiąt stopni i aktualnie jestem kierowcą czterdziestotonowego zestawu i jednocześnie fotografką z pasji. Łączę przyjemne z pożytecznym. Podróżuję bardzo dużo po Europie, często trafiając w miejsca, których nie można znaleźć w przewodnikach.
Jak udaje Ci się oswoić przestrzeń kabiny, by nie była tylko "biurem", ale miejscem, w którym czujesz się u siebie?
Kabina to nie tylko miejsce pracy, ale taki mały, mobilny dom. Zawsze śmieję się, gdy patrzę na swoje 63-metrowe mieszkanie, na którym nigdy nie mogę pomieścić się ze wszystkimi swoimi rzeczami, a tutaj człowiek w stanie jest się pomieścić na dwóch metrach kwadratowych. To nam tak właściwie pokazuje, że niewiele nam do życia potrzeba. Staram się oczywiście w kabinie nadać swój klimat. Moją regularną ozdobą są na przykład kwiaty, czasem sztuczne, czasem żywe, ale zawsze to lepiej człowiek spędza czas w takiej kabinie, jeśli mamy w niej chociaż namiastkę naszego domu.
Jakie masz kategorie w prawie jazdy?
Jakie mam kategorie prawa jazdy? Może łatwiej będzie wymienić te, których nie mam. 🙂 Brakuje mi jeszcze kategorii A. Chciałabym tutaj dodać, że kiedyś właśnie postanowiłam sobie za cel, że zrobię wszystkie kategorie prawa jazdy dla własnej satysfakcji po to, żeby schować później to wszystko do szuflady i korzystać tylko i wyłącznie z kategorii B. Natomiast w momencie, gdy zaczęłam realizować ten plan, to wiedziałam, że na szufladzie się jednak nie skończy i tak też szłam za ciosem i robiłam kolejne kategorie. Swojego celu jeszcze nie osiągnęłam, nadal brakuje mi właśnie kategorii na motor, aczkolwiek zaczęłam już kurs prawa jazdy na motor robić. No było to kilka lat temu, natomiast kurs musiałam przerwać, gdyż sezon się skończył i rozpoczęła się zima i na wiosnę do tego kursu już nie powróciłam. No muszę też tutaj powiedzieć, że to chyba jedyna kategoria, która nie bardzo mi siadła, mówiąc kolokwialnie. I chyba dlatego też nie miałam zbytnio zapału, żeby powrócić do kursu na wiosnę. Ale jak to się mówi, co się odwlecze, to nie uciecze. Ja też jestem osobą, która jeśli postawi sobie coś za cel, to prędzej czy później go osiągnie. Także myślę, że ta ostatnia kategoria jest też w moim zasięgu, jest to jedynie kwestią czasu.
Podróżujesz solo czy w parze?
Ja podróżuję solo, pracuję w pojedynczej obsadzie. Podwójna obsada, szczerze mówiąc, jest to bardzo trudny kawałek chleba. Generalnie zawód kierowcy ciężarowego nie należy do łatwych, a w podwójnej obsadzie, przynajmniej moim zdaniem, te warunki ulegają jeszcze pogorszeniu. Doba nie ma, tak jak w moim przypadku, 24 godziny, tylko 30 godzin. Człowiek często gęsto jest 21 godzin na nogach. Osobiście dla mnie byłaby to męczarnia. Pojedyncza obsada daje mi też również pełną niezależność. Mogę zatrzymać się tam, gdzie chcę, zrobić sobie przerwy wtedy, kiedy ja potrzebuję. Poza tym jestem też człowiekiem, który lubi czasami pobyć w samotności, także podejrzewam, że gdybym pracowała w podwójnej obsadzie, to bardzo by mi tego brakowało.

Praca kierowcy jest ciężka, zwłaszcza dla organizmu - jak dajesz sobie radę (jeden kolega jeździ z rowerem i kręci nim na pauzach, inny ma przyrządy do ćwiczeń, ale większość kierowców ma rozwalony kręgosłup i hemoroidy)?
Powiem szczerze, że dbanie o organizm paradoksalnie w trasie wychodzi mi lepiej aniżeli w domu. Gdy pracowałam w biurze, często gęsto pracowałam nie po 8 godzin, ale mój dzień pracy często się wydłużał. Przychodziłam do domu zmęczona, głodna i nie było czasu na wielkie gotowanie. Tudzież po pracy człowiek miał jeszcze multum rzeczy do załatwienia i zazwyczaj kończyło się to na szybkich fast foodach i jakimś jedzeniem w biegu. W trasie natomiast wiem, że jeśli nie przygotuję sobie wcześniej jedzenia, to mogę mieć problem, żeby zorganizować sobie coś w trasie. Także sporo jedzenia szykuję sobie już w domu. Tudzież zabiorę czasem słoik czy dwa od rodziców, czy też od siostry. I mam zazwyczaj domowe jedzenie. Na dłuższych przerwach, czyli tych weekendowych, człowiek ma więcej czasu, żeby ugotować sobie coś od A do Z, także wtedy wykorzystuję również czas na... kulinaria. Jeśli chodzi o ruch, to w okresie wiosenno-letnim zabieram ze sobą rower. Jak tylko mam możliwość, to siadam na niego i zwiedzam Europę na dwóch kołach. W okresach zimowych tego ruchu jest trochę mniej, bo jest po prostu za zimno, a ja jestem ciepłoludna, ale zawsze staram się znaleźć trochę czasu na jakiś mniejszy lub też większy spacer. Poza tym w trasie staram się naprawdę normalnie żyć. Bywają dni, w których idę na przykład na basen, także dla mnie nie ma kompletnie żadnych przeszkód. Jedyne, co mnie ogranicza, to chyba pogoda, bo tak to na wszystko jestem praktycznie w stanie znaleźć jakieś rozwiązanie i żyję w trasie równie dobrze, jak w domu. Na szczęście mój kręgosłup też jakoś bardzo nie cierpi z tytułu wykonywania tego zawodu. Wcześniej tak właściwie miałam już problemy z kręgosłupem, a co za tym idzie, miałam problemy z chodzeniem. A paradoksalnie większy ruch sprawił, że te bóle kręgosłupa u mnie zmniejszyly sie. Wcześniej było to dla mnie takie trochę błędne koło, bo usłyszałam, że powinnam więcej chodzić, ale jak miałam więcej chodzić, jak im więcej chodziłam, tym bardziej bolał mnie kręgosłup. Natomiast jak zaczęłam bywać w różnych ciekawych miejscach, to żal było po prostu siedzieć w kabinie. Także z miesiąca na miesiąc moje dystanse na pieszo się zwiększały. Początkowo miałam problem, żeby przejść 2-3 kilometry na pieszo, a aktualnie, jeśli trzeba, to w ciągu jednego dnia spokojnym krokiem, z przerwami potrafię zrobić ponad 20 km. Także jest to dla mnie bardzo duży przeskok, z czego bardzo się cieszę.
Praca kierowcy jest ciężka równiez dla umysłu - jak radzisz sobie z tęsknotą?
Prawdę mówiąc, nie wiem, czy mam za kim i za czym tęsknić. Nie posiadam męża ani dzieci, aktualnie nie mam również partnera, a w wieku 43 lat człowiek chyba już nie tęskni tak za rodzicami i siostrami, jeśli nie widzi ich przez tydzień czy też nawet przez miesiąc czasu. Także tęsknota nie doskwiera mi w ogóle. Skupiam się po prostu na tym, co mam tu i teraz, na wszystkich tych miejscach, które widzę, na doświadczeniach, na zdjęciach i dobrze mi z tym.
Jak trafiłaś na Hive
Do Hive'a poprowadziła mnie fotografia. Jak zaczęłam interesować się fotografią, szukałam różnych szkoleń, poradników, tutoriali w różnych miejscach, między innymi na YouTubie. I tam natrafiłam na jedno konto, które właśnie polecało tą platformę. I tak sobie wtedy pomyślałam, że może warto tutaj zerknąć i zobaczyć, jak to tutaj wygląda. Bo powiem szczerze, że na innych platformach społecznościowych byłam trochę zniechęcona. Tam jest ciągła walka o zasięgi, lajki, komentarze i nie ma to nic wspólnego z tym, co my potrafimy, jaką fotografię robimy i jakie umiejętności posiadamy. Chciałam dotrzeć do większego grona ludzi, do miejsca, które doceni moją twórczość. A z tego, co ten youtuber mówił, to właśnie zapewniał, że Hive jest takim miejscem.
Czy pamiętasz moment, w którym poczułaś, że „zostajesz tu na dłużej”?
Już od samego początku bardzo podobało mi się na Hive'ie, a jeszcze bardziej upewniłam się w tym przekonaniu, kiedy zobaczyłam pierwsze realne efekty swojej pracy. Nie tylko w postaci nagród, ale również w komentarzach, relacjach i tym, że ludzie faktycznie zaczęli reagować na to, co tworzę. Wtedy zrozumiałam, że nie jest to chwilowa zabawa, tylko coś, co chciałabym kontynuować i coś, co ma sens dla mnie.
Twoje posty nie są typowymi „przewodnikami” – bardziej zapisują emocje. To świadoma decyzja?
Nigdy nie robiłam jakiegoś spektakularnego planu, jak moje posty będą wyglądały. Po prostu piszę i opisuję tak, jak to czuję w danym momencie. Lubię opierać się na swoich doświadczeniach i emocjach. Uważam, że takie posty mają w sobie coś wartościowego, bo nie są tylko i wyłącznie suchymi opisami miejsc, ale pokazują też to, co ja czułam w danym momencie. I chciałabym, żeby ktoś patrząc na moje zdjęcia poczuł też choć część tego, co ja. Bo każde miejsce to nie tylko lokalizacja, to również emocje, przeżycia i doświadczenia.
Co musi się wydarzyć w miejscu, żebyś uznała je za warte opisania?
Nie musi się wydarzyć nic spektakularnego. Uważam, że każde miejsce, do którego docieram, jest warte opisania, gdyż niesie ze sobą każdorazowo Inne odczucia i doświadczenia. Każde miejsce jest wyjątkowe na swój sposób. W swoim portfolio mam bardzo dużo zdjęć, które wciąż czekają na swoją kolej do publikacji.
Czy masz jakiś własny rytuał podróżniczy – coś, co robisz w każdym nowym miejscu?
Myślę, że mogłoby się znaleźć kilka takich rytuałów. Oczywiście nie w każdym nowym miejscu, w którym się znajduję, jestem w stanie gdzieś wyjść i coś pozwiedzać, ponieważ, jakby nie było, ciągle jestem w pracy i to jest moim priorytetem. Natomiast jeśli już nadarzy się taka okazja, to w przypadku miast to bardzo chętnie szukam punktów widokowych, gdzie można zobaczyć całe miasto z góry. Zazwyczaj duże miasta posiadają takie punkty widokowe, aczkolwiek w małych miasteczkach też się zdarza, ale często wiąże się to już z większym wysiłkiem, gdyż przeważnie takie punkty widokowe znajdują się gdzieś na wzniesieniach i górach, a w przypadku miast często można po prostu wjechać windą na trzydzieste piętro jakiegoś budynku.Największym moim rytuałem to chyba jest po prostu prześledzenie map Google w poszukiwaniu punktów i miejsc, do których warto dotrzeć, a które niekoniecznie są zapisane w przewodnikach. Bardzo lubię docierać do miejsc, które są mniej znane, ale niezwykle urokliwe.
Pomóż mi zdefiniować Hive - jak opisałabyś czym jest Hive w kilku zdaniach?
Hive to coś pomiędzy platformą społecznościową a ekosystemem twórców. Z jednej strony publikujesz treści, budujesz społeczność i relacje. Z drugiej — masz realny wpływ na to, co tworzysz i możesz na tym zarabiać. Ale najważniejsze jest to, że tutaj nic nie dzieje się „z automatu”. To nie algorytm decyduje, tylko ludzie i to podoba mi sie najbardziej. I jeśli robisz coś dobrze, to prędzej czy później ktoś to zauważy.
Jedno miejsce, do którego wrócisz?
Zdecydowanie jest to Lizbona. To miasto tak bardzo mnie urzekło, że zakochałam się w nim po prostu od pierwszego wejrzenia. Miałam okazję być tam dwa razy i ciągle czekam na następne okazje
Jedno miejsce, które Cię rozczarowało?
Chyba nie ma jednego konkretnego miejsca, które by mnie totalnie rozczarowało. Owszem, zdarzały się miejsca, gdzie na zdjęciach i na mapach Google wyglądało to trochę inaczej, aniżeli zastałam to w rzeczywistości. Natomiast chyba nie na tyle, abym była totalnie rozczarowana. Są miasta, które w internecie wyglądają magicznie, a na żywo okazują się zatłoczone i chaotyczne. Takim miastem na przykład jest dla mnie Sztokholm jednakze wcale nie umniejsza to jego charakterowi.
Zdjęcie życia – już zrobione czy dopiero przed Tobą?
Zdecydowanie dopiero przede mną. I w sumie bardzo dobrze, bo to znaczy, że nadal mam po co się rozwijać i wyciągać aparat.
Miasto czy natura?
Tak właściwie to jedno i drugie, ale na różnych zasadach. Miasto daje historię i przepiękną architekturę, natura z kolei spokój, przestrzeń i światło. Czasami wolę poczuć trochę tego miastowego chaosu i zgiełku, a czasami uciec od tego i wtedy wybieram naturę.
Czy poznałaś kogoś z Hive w realnym życiu?
Jeszcze nie, ale mam nadzieję, że jest to tylko i wyłącznie kwestia czasu. Tutaj naprawdę widać ludzi po drugiej stronie. Relacje buduje się poprzez komentarze, wsparcie i wspólne tematy. I mam nadzieję, że jest to coś, co kiedyś uda przenieść się offline.
Jakiej jednej rzeczy brakuje dziś Hive?
Zdecydowanie większej liczby świadomych twórców. I nie mam tutaj na myśli liczbę postów, a bardziej jakość i konsekwencję. Z tego, co zauważyłam, to bardzo wiele osób traci tutaj cierpliwość i odchodzi po jakimś czasie. A dla mnie Hive daje ogromne możliwości, ale nie działa też za kogoś. Trzeba mieć pomysł, styl i cierpliwość, a wszystko to prędzej czy później zostanie kiedyś nagrodzone.
Dziękuję bardzo za rozmowę!
by @jocieprosza
Dziękuję za możliwość rozmowy! :)