
Demokracja, jak pokazuje przykład Wietnamu czy Singapuru, nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem i może nie być pożądanym jeśli mieszkańcom zapewni się w miarę uczciwe warunki egzystencji i możliwość bogacenia się. Bo wiecie, że Singapur to demokracja tylko z nazwy? A wiecie, że Singapur jest chyba jedynym przykładem państwa wyrzuconego z innego kraju. A mimo to osiągnął znaczny sukces. Może z powodu tego, co Polacy chcą żeby wprowadzić, ale jakoś się nie udaje - silne, stabilne państwo o restrykcyjnym prawie, ale przyjazne biznesowi. Wszystkie artykuły o Singapurze, które czytałem podkreślały, że ludzie są w stanie zaakceptować bardziej restrykcyjne prawo i brak wolności politycznych, jeśli te prawo jest stosowane jednakowo przez administrację wysokiego poziomu (merytokracja) i bezwzględną walkę z korupcja. Dura lex sed lex i warunki do rozwoju gwarantowane przez państwo. Wiedziałem, że lecę do nowoczesnego kraju, ale mimo wszystko byłem pod wielkim wrażeniem - 'efekt wow'.
Słynne Superdrzewa - które widzicie na zdjęciach - to nie tylko futurystyczne instalacje do robienia ładnych zdjęć. To w rzeczywistości zaawansowane systemy ekologiczne. Działają jak gigantyczne kominy wentylacyjne dla podziemnej elektrowni na biomasę, zbierają deszczówkę do nawadniania parku, a ich pnie to pionowe ogrody porośnięte przez ponad 160 tysięcy roślin.

Po urokliwym, ale jednak azjatyckim chaosie Tajlandii i Wietnamu, tutejsze lotnisko to inna galaktyka. Odprawa paszportowa, odbiór bagażu i znalezienie taksówki (dzięki intuicyjnym oznaczeniom) odbyły się z prędkością światła. Od momentu dotknięcia pasa startowego minęła zaledwie godzina, a my już zameldowaliśmy się w hotelu. U nas czasami w godzinę nie jesteśmy w stanie odebrać w wszystkich bagaży.

Niestety, zaraz po zameldowaniu moja druga połówka zaczyna narzekać na dreszcze, ból brzucha i wysoką gorączkę. Nie było czasu na myślenie. Szybki czat z ubezpieczycielem, załatwienie listu gwarancyjnego z deklaracją opłacenia wizyty (co jest ruchem absolutnie kluczowym, bo koszty tutejszej służby zdrowia potrafią wywołać zawał) i ruszamy do jednej z wiodących, prywatnych placówek w Singapurze. Szybka diagnostyka, kroplówki, antybiotyk i pakiet leków. Medyczna precyzja i standard na najwyższym poziomie. Sytuacja zdrowotna została opanowana.













Mimo wszystko, nie mogłem pozbyć się wrażenia, że to miejsce sztuczne i pozbawione duszy. Komunikacja wcale nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać, bo lokalsi mówią w specyficznym Singlish (z wszechobecnym "lah" na końcu zdań), co wymaga sporego skupienia. Do tego dochodzi pogoda. Upał i wilgotność wykańczają tu znacznie szybciej i mocniej niż w innych miejscach Azji. Nawet fakt, że chyba 90% miasta to zadaszone aleje z podwieszonymi, wielkimi wiatrakami, niewiele pomaga, gdy powietrze po prostu stoi.


Singapur to świetne doświadczenie i architektoniczny cud, ale siedząc już na lotnisku po prostu ucieszyłem się, że wracam do głośnej, często brudnej, ze zmieszanymi zapachami kanalizacji, jedzenia, wilgoci ale niesamowicie prawdziwej Tajlandii.
Singapur to według mnie super miejsce na jeden raz.